czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 59

- Nikomu nie mówicie o tym co mamy na rękach, bo nas pozabijają - zapodał Justin na koniec kładąc palec na ustach, i odeszliśmy z tamtego miejsca, w stronę ludzi, którzy już na nas czekali. 

______________


Nie wierzę, że już za chwilę znajdziemy się w prywatnym samolocie, którym polecimy prosto do gorącego raju! Zależy mi tylko na tym, żeby jak najszybciej dostać się na miejsce, potem będzie już tylko gorąco. Nie dość, że ciepły klimat da się we znaki, to w dodatku obiecałam Justinowi wieczór. A jak wspólny wieczór, to i jeszcze gorętszy klimat. Od razu po przylocie tam, prawdopodobnie czekają na nas letnie ubrania w szafie pokoju hotelowego, który już został zarezerwowany! Wow, ludzie są naprawdę szybcy, zwłaszcza, że my sami nie wiedzieliśmy o tym, że będziemy spać akurat w tym hotelu, który już jest załatwiony. Ale to chyba dobrze, bo nie musimy się martwić o to, że jeśli dolecimy tam wieczorem, to będzie wszystko na ostatni guzik. Justin dostał tajemniczego sms'a, którego za wszelką cenę starał się ukryć, a kiedy wymuszałam na nim odpowiedzi kto to taki, to odpowiadał, że niespodzianka. W każdym razie bardzo nie mogę się jej doczekać.
Weszłam do środka samolotu, i wręcz odebrało mi mowy. Tam było tak pięknie!! Świecące schodki, świecące szafki, fotele, kanapy, miejsca na bagaże.. to wszystko było idealne. Idealnie piękne i zaskakująco czyste.
- Chyba nie miałem okazji pokazać ci go szybciej - uśmiechnął się prowadząc mnie za sobą. Pokazał mi każdy zakamarek tego pięknego transportu. Miał tam wieżę do słuchania muzyki, telewizor, mini kuchnię, w której mieścił się stół, a nawet mikrofalówka!! te samolot jest bardziej wyposażony niż moje stare mieszkanie. Usiedliśmy na miejsca - w tym przypadku wygodne kanapy - i oczekiwaliśmy, aż na pokład wejdzie Scooter i kamerzysta, który oczywiście chce w tym uczestniczyć. Powiedział że ponagrywa trochę filmików dla Beliebers, ponieważ niedawno między Justinem a jego fanami było naprawdę ciężko. Wiele z nich odeszło, a chłopak wyraźnie z tego powodu cierpiał, co było cholernie widać. Usłyszałam szmer za sobą, a już po chwil ujrzałam Scoot'a. Stanął i spojrzał na nas dość obojętnie.
- No więc mam dwie wiadomości. Najpierw ta super. - zaczął. - Na Hawajach zagrasz ogromny koncert, na który przyjdzie bardzo dużo ludzi, i będzie to przełom.
- Superowo!! - oboje z Justinem zareagowaliśmy podobnie. Oboje uważamy, że to rewelacyjny pomysł. Nie dość, że Justinowi poprawi się humor, to w dodatku spędzi z nimi trochę czasu. Poza tym kocham chodzić na jego koncerty.
- Jest też ta zła wiadomość. Tancerka miała wypadek, i będzie brakowało jednej osoby.
- Nie mamy nikogo na zmianę? - załamał się.
- Niestety nie. To Sophie. - po wymówieniu jej imienia, od razu skojarzyłam jej twarz. Była chyba najmilszą dziewczyną jaką znam, poza tym tańczyła wręcz idealnie! Biedna.. ciekawe co jej się stało.
- O Stary... co teraz zrobimy? jak tylko wylądujemy, to wyślę jej coś do szpitala. Co się stało? - Chłopak coraz bardziej zaczął się przejmować.
- Podczas prób, tancerze się wygłupiali, a potem... wiesz, złamała nogę.
- Cholera. - Spojrzał w dół, ale jego spojrzenie już po chwili znalazło się centralnie na mnie. Ujrzałam kawałek jego śnieżnobiałych zębów.
- Nie nie nie nie, i jeszcze kilka razy NIE! - wiedziałam co ma na myśli. Chciał, żebym ją zastąpiła.
- Kochanie, nie daj się prosić! nauczę cię osobiście choreografii, i nie będzie tak źle. Byłam Cherliderką, przecież potrafisz tańczyć!
- Wiem, że potrafię tańczyć - ja skromna - ale nie rozumiesz jednego. Tam będzie tyle tysięcy ludzi. Poślizgnę się, pomylę, wywrócę, zrobię wiochę, zapomnę co zrobić i wyjdę na kretynkę.
- Przy mnie nigdy na taką nie wyjdziesz. - wstał i chwycił mnie za rękę przy okazji ciągnąc mnie nadal za sobą. Moje serce nagle walnęło, kiedy widziałam, że Scooter zobaczył kajdanki.
- Czemu macie na sobie kajdanki? - przerwał rozmowę. Justin wtrącił, że to nie rozmowa na teraz, i wytłumaczy to później. Na razie poważnie przejmuje się koncertem. Nic dziwnego, musi wyjść idealnie.
- Posłuchaj.. dasz radę, przecież ja też tam będę. Będę robił to co ty, tyle że jeszcze śpiewał. Jeśli chcesz, możesz być moją anonimową tancerką, i nikt nie będzie o tym wiedział. Może poczujesz się pewnie, tylko proszę, pomóż mi! - koniecznie teraz oczekiwał ode mnie odpowiedzi. Patrzył w moje oczy i oczekiwał przytaknięcia na jego prośbę. Sama nie wiedziałam co odpowiedzieć. Z jednej strony to świetny pomysł, bo długo nie tańczyłam, i kocham to robić, ale z drugiej strony... naprawdę nie dam sobie rady. Występowałam w szkole, dziewczyny podrzucały mnie pod sam sufit, i robiłam w powietrzu różne pozy. Kibicowałam drużynom poprzez krzyki, a teraz boję się wyjść na zwykłą scenę i tańczyć w cieniu Justina. Nie wiem czy do końca się do tego nadaje.
- Okej. - Wypuściłam powietrze z ust zdając sobie sprawę, że jednak się nie nadaje, ale nie mogę go zawieść. Kiedy tylko na mnie spojrzy, momentalnie ulegam jego słowom, i jego spojrzeniu.
Moją decyzją był uradowany jak dziecko! Zaczął tańczyć jak opętany a potem szybko mnie pocałował.
- JEST! - podskoczył jeszcze kilka razy a po chwili spoważniał.
- Świetnie Rose! wiedziałem, że się zgodzisz. W prawdzie.. nie wiedziałem, że Justin cię o to poprosi, ale czułem, że tuż po jego pytaniu się zgodzisz - zażartował menager. - zostawię was samych, a o tym co macie na rękach pogadamy potem - spojrzał dziwnie i wyszedł.
- Coś się stało? - usiadłam na przeciwko Bieber'a.
- Właściwie, o nie powiedziałem ci jednej bardzo ważnej rzeczy. - poczułam jego wyrzuty sumienia, a mnie swoją drogą również coś gryzło.
- To ja pierwsza! - wtrąciłam przed jego wytłumaczeniami. Zacisnęłam wargi i powoli ściągnęłam opaskę z ręki. Jego mina była załamana, ale nie reagował zbyt podniośle. Chwycił mnie za dłoń i od razu zaczął naskakiwać.
- Dlaczego to robisz? Jesteś nieszczęśliwa ze mną?
- Nie to, że jestem nieszczęśliwa! jestem, i to nie wiesz jak! to stało się dość dawno, kiedy stało się właśnie to... to, musiałam zrobić coś, co by pomogło mi przez to przejść. Przepraszam, nie chciałam tego robić, ale moja psychika była zbyt zraniona. Ja po prostu tęskniłam za tobą z dnia na dzień coraz bardziej. - chłopak nie wiedział co odpowiedzieć. Patrzył co chwila w moje oczy i na poranioną dłoń.
- Nigdy więcej tego nie rób kochanie, proszę - pocałował mnie w miejsce, które na ten czas było główną 'atrakcją'. Moje serce wręcz szalało z radości, kiedy słyszałam, że nie jest zły. UF! - No więc teraz ja ... - dokończył - ja też nie byłem święty, kiedy działa się ta cała chora sytuacja. Tęskniłem za tobą i chorowałem, kiedy nie mogłem cię widzieć. Byłem zdany tylko na siebie. Jedyne co widziałem, to zakamarek pokoju, w którym nie mogłem nawet na chwilę przestać myśleć. Bałem się, że on coś ci zrobi. Trochę przed tym wszystkim zacząłem nadużywać leków. Były to antydepresyjne tabletki, które niestety muszę brać. Zacząłem od podwójnej dawki, a do teraz używałem ich dwa razy więcej niż powinienem.
- Justin, oszalałeś?! - podniosłam głos. Jego rzecz w porównaniu do mojej, nie równała się niczym.
- Przepraszam! Oboje robiliśmy to w jednym celu. Teraz mamy pewność, że jesteśmy dla siebie stworzeni, prawda? - podeśmiał się.
- Oboje musimy z tym skończyć. - Bez odpowiedzi na jego retoryczne pytanie, wtuliłam się w niego jak w poduszkę. Przycisnął mnie lekko do siebie, co od razu dało mi poczucie bezpieczeństwa i tego, że podziela moje zdanie. Będę od tera pilnować za każdy razem, czy Justin nie robi niczego głupiego z lekami. Sam przyznał potem, że będzie nad tym panował, i nie będzie brał niczego więcej, tylko w odpowiednich ilościach. Człowiek z tak wieloma rzeczami na głowie jak on, musi brać antydepresyjne tabletki, tym bardziej po ostatnich zdarzeniach, ale cieszę się, że przy najmniej się nie upiera i nie zaprzecza.
Do naszego samolotu wsiadło jeszcze kilkoro ludzi, których w ogóle nie kojarzyłam. Justin przywitał się z nimi dość miło, więc zapewne to ktoś z team'u. Jak na złość akurat teraz rozpierała nas energia. W między czasie rozmawialiśmy z rozgniewanym menagerem, który za wszelką cenę usiłował ściągnąć nam kajdanki, które odmawiały posłuszeństwa. Po jakimś czasie ktoś wpadł na pomysł, żeby zwyczajnie je przeciąć jakąś maszyną, tylko ska tu maszyna? Już Scoot się o to postarał. Nie wiem skąd na pokładzie tego samolotu wziął się koleś, który miał przy sobie sprzęt, ale menager serio ma głowę na karku. Nasze ręce uwolniły się od siebie i od razu było lepiej! Dla efektu, oboje z Jussem odeszliśmy od siebie na kilka metrów, by poczuć jak to jest ' być wolnym '. Tak przy najmniej twierdził. Chłopak zaczął skakać po kanapach i wydzierać się na całe gardło, twierdząc, że śpiewa. Nie słyszałam tam nawet melodii, ale jak woli. Graliśmy w jakieś dziwne gry bez użycia kartek i długopisów, potem zrobiło się zimno, i trochę się zdrzemnęliśmy. I tak w kółko! Podziwiałam widoki przez małe okienka, ale przez większość czasu widziałam tylko chmury. Kiedy ktoś ogłosił, że za jakieś 30 minut będziemy na miejscu, to od razu poprawił mi się humor. Nie to, że nie lubię podróżować samolotem, czy coś... ale nie mogę doczekać się Hawai. To jest piękne miejsce, w którym jeszcze nigdy nie byłam, ale od czego są zdjęcia, prawda? Przebraliśmy się oboje w coś cienkiego i chudego, żeby nie wyjść na dwór jak idioci w kurtkach, kiedy wszyscy będą w krótkich spodenkach i koszulkach, i ruszyliśmy ustawić się przed dziwnie otwierające się drzwi. Ktoś podał nam kilka naszych toreb, a te cięższe wzięli sami. Wychyliłam się przez okno, i zobaczyłam, że na miejscu czeka bardzo wiele osób, i gdzieś niedaleko kilka aut. To jedno właściwe zabierze nas prosto do naszego hotelu. Było tak późno, że oczy zamykały mi się same, ale musiałam jeszcze przeboleć podróż samochodem. Fani zaczęli krzyczeć jak oszalali. Zrobiło się naprawdę ciepło, a kiedy drzwi uchyliły się do góry, i kiedy nasze sylwetki ukazały się ludziom, od razu zrobiło się głośno. Jak na 23:15 jest strasznie ciepło, i tłoczno. Zbiegłam po schodkach, i zaczęłam biec za kolesiem, który prowadził nas prosto poprzez ludzi. Wszyscy prosili o zdjęcie, lub autograf, z Justinowi znów pękało serce, kiedy widział, że nie może im tego obiecać, ponieważ nie mogliśmy się zatrzymać. Krzyknął kilka razy że ich kocha, oraz przybił im piątki. Ledwo wbiegliśmy do auta i jak najszybciej zamknęliśmy wszystkie drzwi tak, żeby nikt od drugiej strony przypadkiem nie szarpnął za klamkę.Odjechaliśmy z miejsca, i już w pierwszej minucie podróży zaczęłam się śmiać. Dziewczyny rozszarpały koszulkę Justina w takim tempie, że chłopak sam nie wiedział kiedy to się stało i kiedy ją stracił. Całe szczęście jest gorąco, i tak szybko nie zrobi się zimno. Długa podróż do hotelu znużyła mnie do tego stopnia, że oparta o nagie ramie Justina, zasnęłam nieoczekiwanie. Czułam jak zaczyna się poruszać, i o dziwo się przebudziłam.
- Już chciałem cię wziąć na ręce. - uśmiechnął się mówiąc szeptem.
- Nie pogardzę, jeśli weźmiesz mnie na barana - przetarłam oczy mówiąc wszystko w żarcie, ale najwyraźniej Juss nie wiedział, że był to sarkazm. Nachylił się i już po chwili siedziałam na jego biodrach. Musieliśmy być cicho, ponieważ w okolicy hotelu było naprawdę dużo mieszkań, a cisza nocna zaczęła się kilka godzin temu, poza tym nie chcemy, żeby ktokolwiek słyszał akurat nas, bo wtedy wiadomo, że będą problemy. Przedostaliśmy się z parkingu prosto do wejścia budynku. Na sam widok hotelu, moje oczy aż zaszkliły się. Tam było tak pięknie! Mimo, że ciemno i moje oczy nie przyzwyczajone były wtedy do światła, to i tak widziałam każdą zaletę tego miejsca. Widziałam palmy, zamknięte stoiska z hot dogami, ubrania w sklepach i ogromny slogan z nazwą hotelu, na samym szczycie budynku, a tuż pod napisem, namalowane 5 gwiazdek. Kocham to miejsce!
Justin postawił mnie na środku holu, i chwycił za dłoń. Udaliśmy się za ochroniarzami prosto do wyznaczonego pokoju, a raczej apartamentu. Podróż windą nie za dobrze służyła Justinowi jak zawsze, ale mam wrażenie, że jakoś to zniósł. Moje powieki były coraz cięższe, i powoli zaczynałam odpadać.
- Jeszcze chwila - Nadal trzymał mnie za rękę i prowadził za sobą. Nie widziałam dosłownie nic, bo szłam z zamkniętymi oczami. Co ja wygaduję, szłam?! Ciągnęłam się za chłopakiem jak żółw.
Weszliśmy w końcu do pokoju, ale mój mózg ze zmęczenia, szukał tylko łóżka.
- Pięknie tu - powiedziałam ledwo rozchylając usta. Justin przygotował nasze łóżko do spania i oczekiwaliśmy naszych bagaży, tymczasem ja położyłam się na fotelu.
Do pokoju przyszło dwóch ochroniarzy którzy nasze walizki położyli tuż pod ścianą. Chwilę porozmawiali z Justinem i za chwilę z powrotem zostaliśmy sami.
- Proszę - podał mi piżamę i wskazał łazienkę. Przebrałam się w dwie minuty spoglądając jeszcze w lustro. Moja postawa była komiczna. Wyglądałam jak naćpana lub napita. Miałam podkrążone źrenice, leniwą fryzurę, i smutny wyraz twarzy. Zaśmiałam się co sił i wyszłam z łazienki. W łóżku czekał Justin, robiąc coś w telefonie. Nie ma to jak pisać o drugiej w nocy, że przyjechał do ich kraju. I tak pewnie połowa tego miejsca nie śpi, bo dokładnie wiedzą, że ich idol tu jest, ale sam fakt.. o 2 w nocy?
Położyłam się koło niego i odetchnęłam.
- Przepraszam cię. Wyszedłeś moją stroną samochodu i obiecałam ci fajną noc, ale jestem zbyt zmęczona. - spojrzałam na niego.
- Nie szkodzi, nie przyjechaliśmy tu na jeden dzień - uśmiechnął się szyderczo odwracając głowę w moją stronę.
- Dobranoc.
- Dobranoc kochanie - pocałował mnie i jeszcze na kilka minut zadłużył się w telefonie.
Nadal ciekawi mnie, kto wtedy pisał do niego wiadomość, i jaka niespodzianka mnie czeka, ale każda niespodzianka jest w jego przypadku niesamowita, więc już nie mogę się jej doczekać.


~*~


Obudziło mnie... słońce?
Nareszcie mogę to powiedzieć i zepchnąć wszystko na pogodę. Promienie słońca, jakie przedostały się przed okno i padły na moją twarz, obudziły mnie po kilku sekundach. Przed oczami zrobiło mi się tak jasno, że lepiej od razu wstałam do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się dookoła, ale Justina już nie było. W łazience paliło się światło, a po całym pokoju były porozrzucane ubrania, co oznaczało tylko jedno. Chłopak szukał zapewne koszulki, jaką ubrałam dziś w nocy. Jego koszulki są o niebo lepsze od piżam. Postanowiłam wstać na tyle cicho, by go nie przebudzić, i ubrałam jakąkolwiek jego koszulkę. Położyłam się pod kołdrą i do rana spałam przykryta po samą szyję, wiec pewnie nawet tego nie zauważył. Stanęłam na nogi i przeciągając się ruszyłam za nim do łazienki.
- O nie. - Powiedział od progu rzucając wszystko co miał w rękach.
- Tak, ja ciebie też Justin. Miło cię widzieć! - powiedziałam z sarkazmem.
- Ty. Masz. Moją. Koszulkę. Której. Szukałem. Wszędzie - robił odstępy między słowami.
- Tak, mogłeś po prostu mnie odkryć. Czemu nie ubierzesz innej?
- Bo właśnie w tej jest mi wygodnie! - Wstał i zaczął gonić mnie po całym ogromnym pokoju. Przeskakiwałam z kanapy na kanapę, i z fotela na ziemię, potem w za stołem, aż w końcu wyglądowałam trochę dalej na łóżku. Justin dogonił mnie w ostatniej sekundzie kiedy się kładłam i usiadł na moich biodrach.
- Wiesz co teraz zrobię, wiesz co? - zaczął krzyczeć z uśmiechem na twarzy. Chwycił koszulkę którą miałam na sobie na brzuchu i obiema rękoma rozerwał ją jak wtedy.
- Po co to było? - śmiałam się jak głupia.
- Jeśli ja jej nie będę nosił, to ty też nie. - Schylił się i zaczął mnie całować. Moje ręce zawiesił na swojej szyi, a mnie samą chwycił za plecy pociągając do pozycji siedzącej, w ogóle nie odrywając od nas swoich ust. - Lecimy na plażę? - zaproponował.
- Muszę jakoś to zakryć - pokazałam rękę. 
- Ukryjemy to, zobaczysz - Uśmiechnął się a potem pocałował to miejsce jeszcze raz i wstał. 
Do pokoju przyszedł Scooter, by powiedzieć, że możemy sobie gdzieś wyjśc, ponieważ ochroniarze są już gotowi, i dziś wieczorem odbędą się próby do niedługo oczekiwanego koncertu. 
Na same słowa ' próba do koncertu ' robiło mi się ciepło. Tam przecież będzie tak wiele ludzi!! 
Jestem nieśmiała, kiedy widuję grupkę Beliebers, a co dopiero, kiedy zobaczę ich całą masę? Obłęd. 


_____________


Przepraszam, że tak długo czekacie, ale mam szkołę i nie wyrabiam ze wszystkim. 
Witam nowych czytelników. Mam nadzieję, że podobają wam się moje wypociny, także, do zobaczyska, w 60 rozdziale!!! *_* No i pozdrawiam kolegę, który zobowiązał się do przeczytania tego rozdziału. Zobaczymy czy w ogóle go przeczytał :D cześć 


CZYTASZ - KOMENTUJESZ :)

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 58

A co najgorsze - zobaczyłby moją rękę

_______________________

Dzieci na dobre zaczęły przesiadywać w tym pokoju, więc nie było najmniejszego sensu wyganiać ich tylko po to, byśmy mogli się całować, poza tym.. musimy iść pogadać z tym policjantem. Justin ostatecznie wszedł jeszcze na swojego TT i napisał kilka postów na raz.
- Rose! - zatrzymał mnie na korytarzu. Chciałam już udać się do głównego pokoju, ale nie dał mi spokoju. - Musiałaś usunąć wszystkie nasze zdjęcia, więc teraz musimy je nadrobić. - Włączył aparat w telefonie i robił kilka zdjęć. - To jest świetne - wskazał jedno dosyć normalne i postanowił wstawić na swojego instagrama, dodając słodki opis. Mam nadzieję, że teraz wszyscy fani i Beliebers będą wiedzieli jak jest naprawdę. Chłopak wpadł na pomysł, żeby nagrać krótkie video, w którym wytłumaczy co się stało. Lepiej żeby chociaż część ludzi wiedział co się stało. Reszta może zajmować się słuchaniem plotek, ale Juss'owi naprawdę leży na sercu to, co się stało. Mimo, że próbuje się uśmiechać, i być miły, to i tak w środku jest załamany, tylko nie chce tego pokazywać. Nie chce, żeby inni widzieli, że ktoś go złamał. Cieszę się, że aż tak się stara. To samo mogę powiedzieć o sobie. W głowie mam tysiące myśli, a mimo to, uśmiecham się i odpowiadam na jego komplementy.
Podeszłam nieśmiało do wszystkich i usiadłam na kanapie. Ciocia od razu objęła mnie ręką, a po chwili Justin zrobił to co ja, tylko na przekór wszystkim podniósł rękę swojej mamy i przerzucił ją również przez swoje ramie. Każdy zaczął się śmiać, a Justin tak słodko się zawstydził.
- Panie Bieber, Pani Collins.... - Nigdy nie pomyślałabym, że teraz będę nazywać się
 Collins '. To okropnie brzmi. Nawet Justin skrzywił się, kiedy usłyszał ' Pani Collins '. BRR. - Wiecie, że musicie zdać raport, prawda? - wiedziałam, że tak będzie. Będą zawracać głowę przez długi czas, a ja chciałam o tym zapomnieć.
- Oczywiście - odpowiedział spokojnie i poważnie Justin. Zaczęliśmy rozmawiać o tym co się stało. Znów czułam uczucie strachu. Moje serce ciągle przyspieszało, kiedy słyszałam słowa ' czy on panią śledził? '. Koszmar. Cieszę się tylko, że teraz jestem bezpieczna. Nikomu nie polecam tego przeżyć co nasza dwójka.
- Nie płacz kochanie - Chłopak podczas tłumaczeń zobaczył, że powoli odpadam. Splótł nasze palce i mocno trzymał mnie za dłoń. Oparłam głowę o jego ramię i słuchałam jak mówił prawdę. Alfredo podał mi chusteczkę i miałam zajęcie na chwilę. Musiałam wycierać łzy w ten sposób, żeby się nie rozmazać.
- Nagrywamy? - odezwał się zniecierpliwiony kamerzysta. Był przyszykowany w stu %, a my ciągle zwlekaliśmy, i biedak trzymał ogromny sprzęt przez jakieś 30 minut.
- Jasne - przytaknęłam. Poprawiłam się na kanapie, Justin usiadł jeszcze bliżej mnie i poprawił koszulkę.
- Przepraszam, pobrudziłam ją tuszem - zaśmiałam się pokazując mu czarną plamę.
- Nie szkodzi - odpowiedział. Fajnie, że już dawno ktoś nagrywał. Znów musieliśmy opowiadać całą historię od nowa, tylko tym razem udzielając mniejszej części informacji, bo przecież logiczne, że nie wszystko wyjdzie na jaw. To zbyt osobiste. Skończyliśmy wszystko zdawać, więc policja pozbierała manatki, i wyszli z domu. Oczywiście przed bramą stało kilkunastu paparazzi. Policja ponoć nie udostępniła żadnych informacji, ale potwierdziła, że my nie jesteśmy niczemu winni, i nic nie zrobiliśmy. Uf, dobrze, że trafili nam się mili ludzie. Oczyścili trochę nasze imię.
Justin podleciał do Scooter'a, pytając o to, czy możemy urządzić sobie wakacje. Tu jest ciągle zima, a my nigdy nie byliśmy na wspólnych wakacjach. Uważam to za wspaniały pomysł, ale po minie Scooter'a widzę, że nie za bardzo jest za tym. Po ostatnim zdarzeniu nie wolno nam ruszać się bez zgody ani bez ochrony, więc musimy pytać o zgodę mamy Justina, taty albo Menagera. Wychodzi na to, że tylko ostatnia opcja nam zostaje, ponieważ Justina tata dopiero tu jedzie, a mama gdzieś się zapodziała z dziećmi. Ta kobieta jest cudowna. Nadal podziwiam ją za podejście do Jeremy'ego i dzieci. JEGO dzieci.

Musieliśmy poczekać aż Scooter pogada z rodzicami, potem uzgodni wszystko z innymi, którzy nie wiem po co są potrzebni, a potem da nam znać.
- CHODŹ!! - Chłopak pociągnął mnie za rękę w najmniej oczekiwanym momencie i nie miałam wyboru. Musiałam pobiec za nim. Najpierw pomyślałam, że ktoś czegoś od nas oczekuje i szybko chowamy się w pokoju, ale kiedy byliśmy już na miejscu, zmęczony Juss wysapał, że po prostu mamy chwilę dla siebie. Rzuciliśmy się na łóżko i mogliśmy pobyć sami.
- Zagramy w grę? - zaproponowałam siadając po turecku przed Justinem. Zrobił to samo i oczekiwał aż wytłumaczę zasady gry. - No więc... musimy mówić sobie po jednym komplemencie, ale nie możemy się nawet uśmiechnąć. Musimy patrzeć sobie w oczy, a osoba, która pierwsza się zaśmieje, albo powie za słaby komplement, ten przegra.
- Okej! Zaczynajmy. Kto pierwszy? - jeśli chodzi o komplementy, to Justin zawsze chętny. Zagraliśmy w papier kamień nożyce. - Zaczynasz! - zaśmiał się. Faktycznie musiałam zacząć. Opanowałam uśmiech, spojrzałam w jego oczy i powiedziałam:
- Seksownie wyglądasz w garniturze - myślałam, że zacznę się śmiać, zwłaszcza kiedy widziałam jego minę. Nie dał mi powiedzieć " twoja kolej " tylko przerwał chwilę ciszy
- Kocham cię najbardziej na świecie, jesteś całym moim życiem - nawet nie musiał udawać, że chce mu się śmiać, bo był poważny jak nigdy. Patrzył w moje oczy, a mnie wręcz zamurowało. To było maksymalnie słodkie!
- O matko.. - zaczęłam szeptem. Nasze spojrzenia w ogóle nie nie miały zamiaru się rozłączyć. Jego czekoladowe oczy spoglądające prosto w moje.. były takie magiczne. Dookoła zrobiło się cicho i skupiłam się tylko na nim. - Wygrałeś - Szepnęłam. Zbliżył nasze usta tak bardzo romantycznie i za chwilę złączył je w romantyczny sposób. Kochałam kiedy to robił. Podchodził zwykle do mnie tak blisko jak to możliwe, chwytał mnie za pas, lub obejmował moją twarz swoją dłonią, a wtedy całował. Najcudowniejszy człowiek świata.
- O MÓJ BOŻE JAK CIĘ KOCHAM! - krzyknął odchylając się aż do tyłu. Podniósł się i podbiegł żeby zakluczyć drzwi. Kiedy spytałam po co to, odpowiedział, że nie chce, żeby ktokolwiek przerywał nam wspólny czas, bo bardzo tego nie lubi. - Zrobię ci masaż. - zaproponował z uśmiechem. Niestety Jak to Justin.. kazał mi ściągnąć koszulkę, bo wtedy nie było atmosfery masażu. Zrobiłam jak chciał. Ściągnęłam koszulkę i położyłam się na brzuchu. Chłopak zaczął swój masaż. Jego gorące ręce idealnie przylegały do mojej skóry. Usiadł na moich pośladkach i rękoma zataczał kółka. Poczułam odpinanie stanika, a w zasadzie usłyszałam jak strzelił tylni pasek i po chwili moje plecy były całkiem nagie.
- Jesteś tak bardzo idealna - Juss zaczął oddychać głośniej.
- Spokojnie Justin. Nie możemy teraz tego robić. - Zaśmiałam się odwracając w jego stronę. Dalej siedział na moich biodrach, ale jakoś nie sprawiało to bólu. Patrzył na mnie tak zabójczo, jakby miał zamiar rozebrać mnie wzrokiem. Ręką przytrzymywałam odpięty już stanik, ale Justin szybko wyrwał go spod mojej ręki. Chwycił mnie za dłonie i odchylił do tyłu. Zaczął całować mój dekolt, bo wiem, że wręcz nie mógł się powstrzymać. Każdy ruch jego języka sprawiał mi przyjemność, ale nadal wiem, że nie możemy tego kontynuować.
- Mam coś jeszcze - uśmiechnął się szyderczo i szybko wstał. Podszedł do swojej bluzy a po chwili wyciągnął kajdanki.
- Justin, skąd to masz?!
- Policjant zostawił na stole, to pomyślałem, że mogę się tym bawić. - odblokował je u ruszył w moją stronę. Z powrotem usiadł na moich biodrach i zaczął całować mnie w każdym zakamarku mojego karku. Jedną ręką obejmował moją twarz, a drugą zaczepiał kajdanki.
- Musimy ubrać bluzy. - powiedział stanowczo. Zrobiłam to co mówił, i już za chwilę byłam z powrotem ubrana. Mógł kontynuować. Dziwne było tylko to, że zaczepił kajdanki na jedną rękę, a drugą zostawił wolną. Uf, na szczęście tą pokaleczoną. Moje szczęście, że miałam przepaskę na rękę, która służyła mi za ozdobę. Justin nie pytał po co ją mam, więc nie muszę wymyślać wytłumaczenia. Drugi otwór kajdanek zatrzasnął się, ale na jego dłoni.
- Zrobiłeś to celowo, zgadłam? - spojrzałam na niego.
- Oczywiście - zaśmiał się nadal nie zaprzestając pocałunkom. Ktoś przerwał nam chwilę rozkoszy. Wiedziałam, że będzie dokładnie tak! położymy się na łóżku.. będzie miało do czegoś dojść a wtedy ktoś przeszkodzi. I to właśnie wtedy, kiedy zaczyna się robić przyjemnie. Pukanie do drzwi zerwało nas z łóżka błyskawicznie. Poprawiłam rozczapierzone włosy i wytarłam rozmazany ze śmiechu tusz pod oczami. Poprawiliśmy jedną ręką swoje bluzy i koszulki i podeszliśmy oboje do drzwi.
- No więc.. mam dla was dość dobrą wiadomość. Możecie lecieć gdzie chcecie! - ogłosił to entuzjastycznie menager. Zaczęliśmy cieszyć się i przytulać do siebie jakbyśmy jechali na pierwsze wakacje w życiu. Chociaż jakby się zastanowić.. to to są nasze pierwsze wspólne wakacje gdzieś, gdzie jest ciepło. - Wszystko z wami okej? - wskazał na nasze połączone ręce. Nie codziennie widzi, jak w domu trzymamy się za ręce. Praktycznie rzadko w domu w ogóle się za nie trzymamy.
- Tak, wszystko okej. - Juss uśmiechnął się a potem lekko zaśmiał. Scooter wyszedł, i powiedział, że możemy zacząć się pakować.
- Dobra Justin, możesz już nas odczepić.
- No właśnie.. ten... - już chyba wiem o co chodzi.
- Nie mów, że nie masz kluczyków.. - spojrzałam z przerażeniem
- Skąd miałem wziąć kluczyki? widziałem kajdanki, to wziąłem! - zaczął przegryzać paznokcie. Wychodzi na to, że jesteśmy skazani na swoje dłonie, przez dłuższy czas. Nikt nie może wiedzieć, że jesteśmy w kajdankach, bo będą krzyczeć i dopytywać skąd je mamy, tak więc dobrze, że Juss w ogóle pomyślał o tym, żeby założyć bluzy. Pewnie od początku wiedział, że kiedy zatrzaśnie zameczki, to tak szybko się od siebie nie ' uwolnimy '.
- Bobma. Teraz chodź za mną, aż Schowałam potrzebne rzeczy, czyli przede wszystkim zapas opasek na rękę. Kiedy chłopak w końcu spytał po co mi opaska, odpowiedziałam pod presją, że spodobało mi się jak założyłam ją przypadkiem, i teraz nie chcę jej ściągać, bo się przyzwyczaiłam. Uf, uwierzył na szczęście.
- Mam dla ciebie średnią wiadomość. - stwierdził po czasie. Justinowi oczywiście zachciało się do łazienki.
- Właśnie teraz musisz iść?!
- Jak wsiądziemy w samolot, to tak szybko nie pójdziesz ze mną do łazienki, bo nawet się nie zmieścimy!! - przekłócaliśmy w dość słodki sposób, aż w końcu musiałam z nim pójść. Musiałam trzymać rękę wprost przy jego kroczu, tylko dlatego, że koniecznie musiał użyć do tego dwóch rąk. Na bank zrobił to specjalnie.

Byliśmy mniej więcej gotowi, by jeszcze dziś, o godzinie dokładnie 16:00 pojechać na lotnisko, a stamtąd zabierze nas samolot, prosto do jakiegoś ciepłego klimatu, a dokładnie, to lecimy na Hawaje! Sama byłam zdziwiona, kiedy Justin wypowiedział nazwę tego miejsca, ale potem byłam pod wrażeniem! Ostatnio rzadko gdziekolwiek wyjeżdżamy, więc na bank będzie super. Obawiam się tylko pójścia na plażę. To chyba logiczne, że będę musiała ściągnąć przepaskę, a wtedy co? nie dość, że zobaczy to Justin, to w dodatku jeszcze inni, którzy nas zauważą. Mam nadzieję, że do tego czasu wszystko mu powiem. 
Ochroniarze byli gotowi, by odebrać nas spod domu, ale mu z Jussem nie mogliśmy nawet zabrać wszystkich rzeczy, ponieważ jedna z naszych rąk nie mogła niczego chwycić. Nikt nadal nie wie, że mamy kajdanki. Nie wiem kiedy im powiemy, ale w końcu to się wyda. Będzie na pewno dużo śmiechu! Chwyciłam podręczną torbę w jedną rękę, a drugą chyba wiadomo co robiłam. Oplotłam palce Justina i mogliśmy udawać, że celowo trzymamy się za ręce. 
- Gdzie macie resztę bagaży? - przed wyjściem oczywiście zatrzymała nas ciocia. 
- Na górze, ochroniarz po nie przyjdzie. - stwierdził Justin po czym pociągnął mnie za siebie. Zmarszczył oczy, bo wiedział, że za chwilę nadejdzie czas tłumaczeń. 
- Nie masz własnych rąk? - Faktycznie było tak, jak przewidział. 
- Są za ciężkie, a ja jestem chudy i .. ochroniarz przyjdzie. Paa, kocham cię mamo!! - zaśmiał się i pobiegliśmy do auta tak szybko, że nawet nie zdążyłam się pożegnać. Czarny facet po długim czasie w końcu się odezwał. 
- Pamiętaj, że jestem kimś, kto będzie cię chronił, a nie kto będzie nosił za ciebie bagaże - Uśmiechnął się i wyszedł z auta. Chyba pierwszy raz w życiu się uśmiechnął, ale chyba nie narzeka. Za taką pracę dostaje tak dużą ilość pieniędzy, że nawet nie potrafiłby zamarudzić. 
Okazało się, że na Scooter'a będziemy musieli poczekać na lotnisku, bo również z nami będzie, a na Hawajach spotkamy tancerzy, którzy już tam są. Cieszę się, bo wszystkich ich bardzo lubię i będzie świetna zabawa. Mogliśmy ruszyć z miejsca, kiedy tylko mężczyzna załadowany naszymi bagażami zostawił je w bagażniku i wsiadł do auta. Jechaliśmy tylko we trójkę, ale na lotnisku oprócz Scooter'a, możemy oczekiwać kilku ochroniarzy. Justin chwycił za telefon i na TT napisał " Witajcie Hawaje! " Oczywiście nie napisał, że dotrze tam pod późno wieczór, ale co tam. Niech wszyscy myślą, że już tam jest. W zasadzie na lotnisku będzie tyle paparazzi, że wszyscy się zorientują, że dopiero tam podążamy. 
Podróż autem była jak zawsze ohydna. Boję się trochę, że w samolocie będzie mi niedobrze, ale nie mogę sobie tego wmówić. Załóżmy że dziś nie mam tej choroby i jest ok. 
- Kiedy macie zamiar im o tym powiedzieć? - moje myślenia przerwał kierowca. 
- O czym? - Justin poprawił rękaw bluzy i cofnął nasze ręce za nasze plecy. 
- Właśnie to. - Zaśmiał się spoglądając na nas w lusterku. 
- Skąd o tym wiesz? - odezwałam się.
- Jestem ochroniarzem, ale to nie znaczy, że nie widzę niczego. Byłem tak szkolony, jakbym miał zostać detektywem. Muszę widzieć co robi każdy, kto jest w waszym pobliżu - Zrobiło mi się miło, kiedy to powiedział. Poczułam się bezpiecznie, tym bardziej, kiedy dookoła pełno ludzi. Fajnie mieć kogoś, do kogo nie można się przyzwyczaić, a ta osoba robi wszystko, żeby u ciebie było dobrze. Cholera, strasznie spostrzegawczy jest! 
- Chciałem zabawy, i kiedy byliśmy w domu, to wziąłem kajdanki, które leżały na stole. No i zahaczyłem o nasze ręce, ale zapomniałem, że nie mam kluczyków. Wychodzi na to, że zostaniemy tu sobie na trochę razem. - Tłumaczył chłopak. 
- Bez obaw. Chowajcie to przed Scoot'em ( Tak w skrócie wszyscy mówią na Scooter'a ) a jak będziemy na miejscu, to spróbuję was odblokować - zaproponował. 
- Dzięki stary - Justin zdecydowanie poczuł ulgę. Ja z resztą też, ale teraz trzeba ukrywać ręce przed Scooter'em, a to będzie serio ciężkie. Na lotnisku pewnie będzie bardzo dużo fanek, które będą chciały autografy. Co wtedy? Justin nie może się temu oprzeć i zawsze podchodzi z długopisem. Będę musiała iść z nim. Jest leworęczny i w dodatku przyczepił kajdanek na lewą rękę. Teraz to każdy to zobaczy. 
Podróż autem była bardzo długa i nie przeczę, że jest strasznie niedobrze. Przy wyjściu oczywiście kłóciliśmy się, którą stroną auta mamy wysiąść. Czy Justina czy moją. Ostatecznie wygrałam, bo wyszeptałam mu do ucha, że odwdzięczę mu się wieczorem, a chyba każdy wie co to znaczy. Po wyjściu tak jak mówiłam Justin od razu zaciągnął mnie do ludzi, którzy przytrzymywani zostali przez kilku policjantów. To nic, że chciałam iść do grupki ludzi, którzy byli naszymi ochroniarzami. Justin chciał iść do fanek i koniec. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że pociągnął mnie dość nieoczekiwanie i cała scena wyglądała komicznie. Będzie jeszcze komiczniej, jak wejdziemy na TT lub instagrama i zobaczymy masę zdjęć z przed chwili. Podlecieliśmy jak szaleni, a Juss oczywiście wyciągnął wcześniej zapakowany długopis z kieszeni, i zaczął podpisywać kartki jedna za drugą. Każdy ciągle krzyczał, i dotykał nas po rękach. Nie mogłam przestać się uśmiechać, kiedy widziałam, jak każdy jest do mnie nastawiony pozytywnie. 
- Czemu macie kajdanki? - słyszałam głos jednej z bardziej schowanych dziewczyn. W pierwszej chwili zaśmiałam się jak głupia, potem zasłoniłam nasze nadgarstki, a potem zabrałam się za tłumaczenia. Kiedy powiedziałam jak było, od razu zaczęły się śmiać. Justinowi zrobiło się trochę głupio, więc powiedział, że strasznie się spieszymy, ponieważ Scoot już czeka. Skłamał, ale w dobrej wierze, Jeszcze trochę, a na serio by nas rozszarpały. 
- Nikomu nie mówicie o tym co mamy na rękach, bo nas pozabijają - zapodał Justin na koniec kładąc palec na ustach, i odeszliśmy z tamtego miejsca, w stronę ludzi, którzy już na nas czekali. 

_____________


Siema, elo, elko :) 
Jutro szkoła. Koniec ferii :(( nie wiem co jaki czas będę wstawiać rozdział, ponieważ to ostatnie półrocze, kiedy mam okazję się uczyć ( tak, nieuk ze mnie ) ponieważ już w tym roku wychodzę w gimnazjum i liczy się największa średnia. Blablabla.. 

w każdym razie przepraszam, jeśli będą rzadko. Jest was coraz mniej. Nie patrzę na komentarze, lecz na wyświetlenia. Jeszcze niedawno, wyświetleń było po 200 lub 300 dziennie, a teraz, tylko 50 :( Strasznie mi przykro, ale cieszę się, że mogę liczyć na większość z was,albo chociaż częśc. Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, nie wiem kiedy, ale do zobaczenia. 

Miłych Ferii tym, którzy je zaczynają, i powodzenia tym, którzy tak jak ja, wybierają się jutro do szkoły;/ <3 ♥

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 57

. Być może nie udostępni tego nagrania, bo byłoby to sprzeczne z ich plotkami i oczernianiem mnie, ale poczułem się lepiej. 

______________


Jakiś facet (bodajże) ochroniarz wziął go za ramiona i razem z jego kamerą wyniósł poza pole na które można wchodzić. Wszędzie dookoła domu są wstążki, których nie można przekroczyć. Słyszałem jak fani zaczynają się zbierać i głośno mnie wołać, a to tylko dlatego, że udało im się usłyszeć, jak do kamery powiedziałem, że ich kocham. Są cudowni. Dalej jestem wstrząśnięty i nie mogę za bardzo się udzielać, ale gdyby tylko atmosfera na to pozwoliła, to już dawno pobiegłbym do nich i wyściskał na śmierć.
- Jak się czujesz? - spytałem po chwili.
- Jest mi trochę zimno, ale czuję się wspaniale, bo w końcu cię widzę. - odpowiedziała. Nie wiedzieliśmy co dalej robić, aż w końcu zawołałem pierwszą lepszą osobę do siebie. Przyszedł wyższy mężczyzna i spytał czy coś się stało.
- Naprawdę jesteśmy tu potrzebni?Jest tu pełno policji a my tylko tu siedzimy.
- Jedzie tu pańska matka. Jak będzie na miejscu, to pojedziecie z nią, w porządku?
- Okej. Mogę prosić coś ciepłego do picia? - widział że jest jej zimno. Kij ze mną, wolę żeby było mi dwa razy zimno, niż jej raz. Koleś przytaknął i po chwili przyniósł nam herbatę. Nie wiem skąd ją wziął, ale ważne, że była ciepła. Kiedy tylko skończyłem ostatni łyk ciepłego napoju, ktoś krzyknął, że dotarła tu Pattie. Od razu wstałem i rozejrzałem się dookoła. Nic tylko pełno wstążek, których przekroczyć nie wolno, pełno fanów, pełno policji wokół i w środku domu, oraz oczywiście Paparazzi. Mama od razu nas zobaczyła i podbiegła jak poparzona. Przytuliła najpierw mnie a potem Rose, całując ją w czoło.
- Czy nic wam się nie stało? - płakała. Znów bolało mnie serce, kiedy widziałem jej łzy. Czułem się jak zły syn. Jestem jej jedynym dzieckiem i zawsze boję się, że ją zawiodę, i już nie będzie ze mnie dumna, ale często powtarza, że kocha mówić "Tak, jestem mamą Justina Bieber'a".
- Nic nam nie jest. Nie płacz proszę - Przytuliłem ją kolejny raz, a potem rozkleiła się i Rose. - Proszę wass... próbuję zachować zimną krew, ale mi nie pozwalacie - sam myślałem że zaraz będę płakał, a nawet nie wiem czemu one dwie płaczą.
- Chodźmy stąd. - mama zmieniła na szczęście temat. - zasłońcie się - dodała podając nam koc, pod którym przed chwilą byliśmy. Nałożyliśmy go na górne części ciała i poszliśmy za matką. Nie chciałem żeby w tym momencie wszyscy widzieli nasze przemęczone twarze. Nasze oczy były podkrążone od płaczu i przerażenia całą akcją. Ręce trzęsły się tak mocno, że nie mogliśmy uspokoić tętna. Moje serce dalej waliło jak szalone, ale poczułem się odpowiedzialnie, bo wiem, że ona była bezpieczna. Jako jej druga połówka czuję się źle. Nie byłem przy niej kiedy tego potrzebowała. Musiała trudzić się, żeby w ogóle dostać się do tego domu, nie wspominając już o tym, że była karcona przez niego również. Mam nadzieję, że tego drugiego od razu zamkną w więzieniu. Co za przeżycia.

Weszliśmy do auta ściągając koc z głów. Rose pod wpływem trzęsień auta robiła się senna. Sam byłem równie zmęczony, ale chwilę słuchałem tego, o czym mama rozmawia z kierowcą, niestety nic nie zrozumiałem, i nawet nie wiedziałem kto kieruje. Okryłem nas kocem i oparłem głowę o ramie dziewczyny, ale nie zasnąłem. Nie zasnę, dopóki nie będziemy w domu. Moim ciepłym domu, w moim ciepłym łóżku. Położę się obok niej i nigdy nie opuszczę. Idealny moment. Przytulam ją w talii, a wtedy ona tak słodko się rozkłada. Czasem chwyta mnie za rękę i zasypia wręcz w moich ramionach. Jest ciepło a wtedy odwraca się w moją stronę i leży tuż pod moim podbródkiem. Przytula się do mojej klatki i nadal trzymam ją mocno w objęciach, i nie pozwalam jej odejść powtarzając jak bardzo ją kocham. Nadal nie wierzę, że to wszystko zaczęło się od zwykłego napompowania piłki. Wiedziałem już szybciej, że jest godna zainteresowania. Podczas lekcji siedziała znudzona. Bawiła się kosmykiem włosów, lub rozmawiała z Ashley. Patrzyłem na nią tak często jak mogłem, o ile tego nie widziała. Tęskniłem za jej uśmiechem, kiedy wracała do domu. Nie wiedziała, że już wtedy strasznie za nią szalałem. Nie lubiła mnie, to gryzło mnie najbardziej. Uważała, że jestem tylko sławną osobą i jestem miły tylko dlatego że muszę. Byłem 'rozrabiakom' tylko dlatego, że chciałem, by zwróciła na mnie uwagę. Chyba się udało, ale nie zyskałem zbyt wielkiej sympatii z jej strony. Nadal uważała mnie za głupka.
- Justin! - usłyszałem szept. Jak już mówiłem.. w ogóle nie zasnąłem. Moje przemyślenia przerwała mama. - jesteśmy w domu - pewnie domyśliła się, że nie chcę budzić Rose, więc celowo mówiła ciszej. Wysiadłem z samochodu strasznie zmęczony i poszedłem z drugiej strony. Mama już dawno poszła otworzyć drzwi, więc nie było ciężko. Wystarczyło wziąć ją na ręce i przenieść do pokoju. Podniosłem ją i przeniosłem tak jak zamierzałem.
- Nie spałam, ale dziękuję, że mnie przeniosłeś - zaczęła się śmiać kiedy jeszcze trzymałem ją na rękach.
- KŁAMCAA! - zawtórowałem śmiechem po czym poszedłem z nią do łazienki. Widziałem że była zmęczona, ale chyba o wiele lepiej śpi się w piżamie. Tak zwykle mi się zdawało. Postawiłem ją na ziemi, a dziewczyna dosłownie przebrała się w trzy minuty. Otarła się o mnie jakby była pijana, i poszła się położyć. Jako, że ja musiałem zapalić papierosa, to jeszcze umyłem potem zęby. Nie chcę, żeby czuła mój nie świeży oddech, kiedy nareszcie będę ją namiętnie całował. Zrobiłem to i poszedłem prosto do łóżka. Dziewczyna nie spała, tylko gapiła się w sufit jak zaczarowana.
- Coś się stało? - zacząłem kładąc się tuż obok.
- Ciągle o tym myślę Justin. Ta broń, ten strzał, ten moment, i ten widok.. - jej oczy szkliły się, ale nie miały zamiaru uronić prawdziwych łez ( na szczęście! )
- Jeśli się uda.. to.. zapomnijmy o tym dniu. Pewnie policja nie da nam z tym spokoju, ale kiedy tylko skończymy zeznawać przed tym wszystkim, to obiecuję że odpoczniemy razem. Obiecuję - pocałowałem ją w czoło.
- Co on ci robił? - zmieniła temat?
- A tobie?
- Szarpał mnie. Uderzył kilkakrotnie w twarz, potem dał mi pić jakiejś dziwnej wody, po czym obudziłam się w bagażniku. - Tłumaczyła. Bolały mnie jej słowa jak cholera! - a co zrobił tobie? - nie chciałem odpowiadać na to pytanie. Jestem jej chłopakiem i powinienem być twardy, no nie?
- Nic takiego. Też byłem w bagażniku. - Chwyciłem ją celowo za nadgarstki. Były poharatane. Pocałowałem ją w miejsce zadrapań i w powrotem położyłem głowę na poduszce. W pokoju nie było aż tak zimno, a dziewczyna miała piżamę z długim rękawem. Nie rozumiałem tego, ale nie będę się dziś czepiał niczego.
- Tęskniłam za tobą, wiesz? - zaczęła po chwili.
- Ja nie tęskniłem. Umierałem z tęsknoty. Pragnąłem tego dnia tak bardzo, że kiedy przyszedł, do nie mogę w to uwierzyć, że już po wszystkim. Muszę się im pochwalić. - dodałem chwytając za telefon Rose. Mój leży gdzieś w tym domu, ale w kieszeni Mike'a. Dziewczyna nie miała nic przeciwko, więc do roboty.
" Przepraszam Beliebers. Wszystko, co ostatnio działo się w moim życiu, było jedną wielką plotką. Fani naszego związku, nadal możecie się cieszyć. JiR nigdy nie przestało istnieć, i nigdy nie przestanie. Wybaczcie Rose to, co mówiła o nas. Była do tego zmuszona i na pewno tego nie chciała. Nie pozwólcie, żeby plotki kierowały waszym życiem. Kocham was :) " dałem taką notkę na jej TT i podpisałem ' Wasz Justin '. Dumny i szczęśliwy przytuliłem dziewczynę do siebie. Ręką przejechałem po jej ciepłym udzie, ale za chwilę nerwowo się ruszyła. Kiedy odkryłem kołdrę, zobaczyłem, że jej noga jest w ogromnym siniaku!
- O Jezu, nie boli cię to? - od razu zareagowałem.
- Nie, wiesz? nie boli, i właśnie dlatego odsunęłam nogę kiedy po niej przejechałeś. - powiedziała z sarkazmem. - To nic takiego, dobranoc - uśmiechnęła się i pocałowała z zaskoczenia. Więcej nie zobaczyłem jej twarzy. Chwyciła mnie za rękę i przeciągnęła ją przez swój brzuch, nadal mnie za nią trzymając. Zasnąłem.


*** Oczami Rose ***

Nadeszło rano, ale nie było aż tak wcześnie jak myślałam. Była godzina 12:30. tak, 12:30! Nie przypuszczałam kiedykolwiek, że będę spać do tej godziny, ale wczorajsza akcja nieźle dała się we znaki, więc nic w tym dziwnego. Justin jeszcze spał, ale musiałam go przebudzić. Było zbyt późno, poza tym nie widziałam go tak długi czas, że chcę z nim rozmawiać już wiecznie. Na dole działa się niezła akcja, bo słyszałam wiele szmeru. co chwila słyszałam trzaskanie drzwiami, śmiechy Jazmyn i Jaxon'a, rozmowy dorosłych i ogólny gwar. Ahmmm tęskniłam za nimi wszystkimi. Jednak mieszkanie w osobnym domku, daleko od wszystkich nie było zbyt dobrym wyjściem. Wiecznie problemy i nie przespane noce. Trzeba jak najszybciej sprzedać ten dom w cholerę i pozbyć się wspomnień. Choć nie powiem... jednego wieczoru z tego domu nie zapomnę nigdy. Pewnie wiadomo co mam na myśli.
Justin zastanawiał się na pewno, dlaczego moja piżama ma długie rękawy. Otóż.. kiedy była ta cała akcja.. z tym całym porwaniem, to nie przyznałam się do jednej rzeczy. Nie spałam całkowicie. Potrafiłam przesiedzieć w łazience kilka dobrych godzin i rozmyślać. Płakałam i ... no właśnie. Cięłam się. Dokładnie wiem, że Justin tego nie cierpi i zawsze czuł się z tym źle, ale musiałam to zrobić. Czułam ból, ale potem.. po jakimś czasie poczułam ulgę. Nie czuję się z tym dobrze. (KLIK) Nie wiem jak długo dam radę chować to przed Justinem i wiem, że nie będzie to łatwe. Wspólna kąpiel, gorąco w domu.. a ja co? będę kisić się w ogromnej bluzie tylko po to, żeby zakrywać swoją głupotę?
- Kochanie, miałem okropny sen. Okropny! - Justin podniósł się bardzo szybko i o dziwo był przebudzony - Jakiś facet chciał od ciebie 50 tysięcy, a ty dałaś mu tylko 40, apotem on mnie porwał a na końcu ja go zastrzeliłem! Mówię serio!! Koszmar jakiś. 
- Justin? - odchrząknęłam pokazując mu oczami stronę do drzwi. W progu stanęła Pattie z policjantem. 
- Możemy pogadać? - zaczęła. 
- Osz w dupe! wiedziałem że to nie sen! - posmutniał od razu i nie miał zamiaru wstać. Chwycił mnie w pasie i z powrotem runęłam na miękką poduszkę. 
- Kocham cię, wiesz? - odezwał się ledwo, trzymając głowę w pierzynie. 
- Ja ciebie też, wiesz? - dałam mu buziaka w policzek. Podniósł się momentalnie twierdząc, że teraz lepiej mu się żyje. Ubrał się dość szybko i ciągle obserwował każdy mój ruch. - A co ty taki ciekawski, co? nigdy nie widziałeś, żebym się ubierała? - spojrzałam na niego. Osłupiał i nie wiedział co powiedzieć. 
- Nie no, widziałem, ale teraz to jest jeszcze bardziej seksowne, niż wcześniej. Twoje siniaki są dla mnie takim bólem, że ciężko mi się na to patrzy. - podszedł do mnie i od razu zaczął całować. Splótł nasze języki i uśmiechał się do chwilę. Oczywiście odwzajemniałam wszystko i śmiałam się dwa razy bardziej niż on. Ciągle boję się, że podwinie mój rękaw, a wtedy ujrzy to, co na razie ukrywam. Całe szczęście do pokoju przybiegły dzieci, bo jeszcze chwila, a Bieber na serio wczuł by się w nas i za chwilę wylądowalibyśmy w łóżku. A co najgorsze - zobaczył by moją rękę. 

________________

 Cześć.
Ogarnęłam, że potrafię zrobić 7 pompek!! WOW WOW! wiem, niezbędne info.
przy pierwszej ankiecie dotyczącej tego, ile osób czyta mojego bloga.. odpowiedzi na ' tak ' było 40, przy drugiej aż 80, a teraz tylko 20:( tak czy siak dziękuję, że nadal tu ze mną siedzicie, pomimo tego, że blog nie jest na wysokim poziomie. Dziękuję i do zobaczenia niebawem. 



BŁAGAM, JAK PRZECZYTAŁAŚ -> ZOSTAW KOM!! ^_^ 

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 56

Nie musiałam wiele czekać, ale to nawet lepiej, bo zimno na dworze jak nigdy.

__________________


Wsiadłam do środka jak najszybciej i pokazałam adres taksówkarzowi. Powiedział że z tego miejsca, w którym się znajdujemy, jest to trochę daleko, ale przecież pieniądze nie grają największej roli. Powiedziałam tylko, że mam problemy z jazdą samochodem, i spytałam, czy mogę otworzyć okno, kiedy zrobi mi się niedobrze. Zgodził się, więc nie obawiałam się dalej o podróż, bo wiem, że ze świeżym powietrzem nie będzie tak źle.
Chwyciłam za telefon i napisałam sms'a, którego zaadresowałam do idioty, że się tak będę wyrażać. Nie wiem jak ma na imię, a nawet jeśli bym znała, to i tak nazywałabym go idiotą. " Nie rób już nic Justinowi. Proszę. Jadę pod adres."  Napisałam potem jeszcze dwa, w których na serio proszę go o spokój, ale nie chciałam pisać ich więcej, bo zaraz zbierało mi się na płacz. Czuję się tak okropnie!!  Chcę być już na miejscu i chcę, żeby wypuścił chłopaka od razu kiedy mnie zobaczy. Nie wypełniłam jego misji, i mam nadzieję, że nie pogniewa się za to. Broń nie potrzebna mi po to, by po prostu od razu strzelać do tego debila ( choć byłoby naprawdę fajnie, gdybym tak zrobiła ), tylko kiedy nie dotrzyma obietnicy związanej z Justinem, od razu będę nas bronić. Justin będzie zaskoczony bronią, a ja wyjdę na bohaterkę sytuacji. W końcu to ja nabroiłam, i ja muszę wszystko naprawić.
No wiec podjechaliśmy pod ukazany adres, a tam znów ponuro i osobno stojący dom, w którym mieszkała starsza pani. Czułam że facet znów mnie obserwuje, więc wystarczyło chwilę poczekać po czym wyszedł zza uliczki, rozglądając się czy nikt nas nie widzi.
- Spokojnie, nie zniszczysz sobie reputacji. - powiedziałam z sarkazmem, kiedy był już dość blisko.
- Mało śmieszne - podszedł do mnie całkiem blisko, a potem powiedział, że musimy zaczekać, i jego wspólnik zaraz tu będzie. Wspólnik? Jezu. Po kilku minutach faktycznie podjechało jakieś auto. Moje serce szalało, kiedy miałam jasność, że zobaczę Justina, ale z drugiej strony, facet zaraz kapnie się, że nie zrobiłam tego co mi kazał. Już boję się jego reakcji. Usiadłam spokojnie na fotelu który mi wyznaczył i usiadł koło mnie. Chwycił telefon i jak strzelam - wszedł na internet.
- Żadnej plotki. Żadnej informacji o tym, że nienawidzisz swojego Justinka... - spojrzał na mnie wrogo. Nie wiedziałam co powiedzieć, poza tym i tak nie dałabym rady nic zrobić, ponieważ uderzył mnie w twarz z całej siły. - Suka. - powiedział ciszej przygniatając mój nadgarstek do szyby. Robiło mi się niedobrze od jazdy, poza tym nie mogłam się skupić, bo bolała mnie twarz.
- Muszę otworzyć okno - wyszeptałam ze strachem
- Nic nie musisz idiotko.
- W takim razie będziesz musiał po mnie sprzątać - chwyciłam się za żołądek.
- Masz wodę - Chwycił jakieś picie, po czym cofnął rękę i wziął celowo inne. Nie wiem po co, ale ważne że dał mi pić.WOW!. Wzięłam kilka łyków, po czym oddałam w pół pustą butelkę a on wręcz wyrwał ją z moich rąk. Nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że powoli zachciewa mi się spać. Nie dziwię się.. nie spałam którąś noc z kolei, ciągle się denerwuję i nie mogę skupić, do tego jestem obita. Nie musiałam chyba nic mówić, bo nie wiem kiedy, po prostu zasnęłam.


***Oczami Justina***


Od kiedy facet przyszedł do domu, strasznie zaczęliśmy się przepychać. Biegałem dość szybko, próbując mu uciec, ale tuż za nim zjawił się ten drugi, co przedtem kierował autem. Zaczął za mną biegać, a kiedy mnie dogonił, zaczął kopać. Upadłem na ziemię, ale nic sobie z tego nie robił, i dalej mnie pokładał. Próbowałem strącić go z nóg, ale dołączył do niego Mike. Wtedy to już nie miałem szans. Ocknąłem się i rozejrzałem dookoła. Czułem, jak moja głowa niemal wyeksploduje, ale bardziej ciekawił mnie fakt, dlaczego siedzę na krześle, przed drzwiami, strasznie przypięty, zaklejony i zawiązany. Nie mogłem ruszyć prawie niczym, ale miałem lekkie czucie w szyi. Tak. Mogłem ruszać tylko głową, ale w bardzo małym stopniu. Kiedy ujrzałem pistolet skierowany w moją stronę, zacząłem szybko się ruszać. Przestraszyłem się i nie wiedziałem kompletnie o co chodzi.
- Test drugi. - wyszedł zza ściany ten idiota. - Sprawdzimy jak bardzo kocha cię twoja księżniczka - fuj, okropnie to brzmi, kiedy on to wymawia. - Jeśli otworzy te drzwi, wtedy zwolni się sznurek, a spust broni się naciśnie. Zgadnij kto będzie miał ubaw, kiedy pistolet wystrzeli prosto w twoją głowę, co? - Dodał. Zacząłem jeszcze bardziej się ruszać z nadzieją, że kiedy on zniknie, to ja dam radę się od tego uwolnić.
- To nic nie da idioto. Teraz musisz tylko jej zaufać - zaczął się śmiać tak wrednie jak zwykle, obżerając się batonikiem. Miał rację. Jestem zdany tylko na Rose. Nie wiem gdzie teraz jest, ale z tego wynika, że facet nakierował ją tutaj i niedługo przyjdzie. Boję się, że otworzy drzwi. Na pewno otworzy, no bo co, ma wejść oknem? Chyba każdy głupi pierwsze co, to pcha się do drzwi. Boję się strasznie. Mam wrażenie, że zaraz oszaleję i zacznę odliczać sekundy. Facet odłożył papierek na stół w drugiej części pokoju i otworzył okno. Dodał potem " nie zmarznij " i wyszedł.
Naprawdę było zimno. Brałem oddech po oddechu próbując nadal się odwiązać. Taśma na ustach sprawiła, że nie mogłem nawet krzyknąć. Mijała minuta za minutą a mnie robiło się coraz cieplej.
Słyszałem trzaśnięcie drzwiami auta. O nie, to już! Ruszałem każdą częścią ciała i zacząłem panikować. Po moim policzku popłynęła łza, a serce niemal wyskoczyło. Słyszałem ciche szuranie przed drzwiami. tak jakby ktoś nasłuchiwał. Puls serca znacznie przyspieszył, a moje ciało już uległo i zaprzestałem na ratowaniu siebie. Wiedziałem, że to koniec, bo kiedy ta dziewczyna chwyci za klamkę, będzie po mnie. Moje całe życie przeleciało mi przed oczami. Pomyślałem " Believe " Ale nadal nie wierzyłem, że to wszystko dzieje się naprawdę. Usłyszałem szmer. Obróciłem głowę na tyle, ile było to możliwe i spojrzałem na stół. Powiew wiatru sprawił, że papierek po batonie zaczął się przesuwać. Spadł na ziemię, robiąc przy tym cichy upadek. Moje oczy zaczęły się radować, bo słyszałem, jak ktoś ( czyli pewnie Rose ) odchodzi od drzwi i powoli przechodzi ścianą w stronę okna. To ona! wychyliła się z otwartego okna i ujrzałem wreszcie jej twarz.
- Boże drogi!! - od razu zaczęła płakać i szybko do mnie podbiegła. Ze łzami w oczach zerwała taśmę z moich ust. To był jedyny ból, na którego czekałem. To było cudowne uczucie znów móc ją zobaczyć. Przetarła zimną łzę z mojego policzka i szybko mnie pocałowała.
- Kocham cię Rose!! - zacząłem mówić ciszej a ona uklękła przed moim krzesłem i zaczęła mnie przytulać. - Musisz szybko mnie rozwiązać, zanim Mike wróci.
- Jaki Mike? - nie mogła powstrzymać się przed płaczem. Moje zagrożenie życia minęło, jestem jak szczęśliwy, bo wiem, że nawet tak mały krok okazał się sukcesem. Kocham batony i papierki. Kocham wiatr i okna, za to nienawidzę taśm i pistoletów.
- Ten idiota. - Nawet nie wiedziała jak on się nazywa. Odwiązała mnie po cichu i próbowaliśmy udać się w stronę okna, żeby z powrotem wyjść. Drzwi nadal były obstawione jakimiś rzeczami, które trzymały pistolet. Kiedy wstawałem z krzesła, przez przypadek pociągnąłem za sznurek, i broń wystrzeliła w ścianę. Rose pisnęła ze strachu, a gruby Mike przybiegł jeszcze szybciej. Odepchnąłem dziewczynę na bok tak, żeby nic nie mógł jej zrobić. Zaczęła nerwowo szukać czegoś w kieszeniach, ale nie zdążyłem zobaczyć co, ponieważ już zostałem chwycony za koszulkę. Podniósł mnie kilka centymetrów nad ziemię i zaczął przeklinać. To wszystko działo się strasznie szybko. Moje serce znów zaczęło bić szybciej i znów zacząłem czuć się mało odpowiedzialnie. Czułem, że Rose nie jest bezpieczna. Chyba każdy ( normalny ) chłopak patrzy na to, czy jego księżniczka jest bezpieczna. Odepchnąłem go od siebie na tyle, że odwrócił się do mnie tyłem. Wskoczyłem mu na plecy i próbowałem przewrócić, ale facet waży chyba tonę. Nawet na tyle wygląda. Zwalił mnie ze swoich pleców i leżałem na ziemi. Usiadł na moim brzuchu i zaczął uderzać mnie w twarz zamkniętą dłonią. Czułem jak powoli tracę przytomność z bólu, ale wiedziałem, że muszę to wytrzymać. Coraz mniej miałem siły, żeby oddać jakimkolwiek uderzeniem. Po chwili moje biodra się zwolniły. Rose uderzyła w niego taboretem. Dostał w głowę drewnianym siedzeniem i to na chwilę go powstrzymało.
- MASZ! - Dziewczyna wyciągnęła to ' coś ' z kieszeni i rzuciła w moją stronę. Podbiegła do mnie i schowała się za moimi plecami. Zrobiłem blokadę ręką przez co kryłem ją jeszcze bardziej za sobą. Wyciągnąłem broń... i po prostu to zrobiłem. Po mieszkaniu rozległ się kolejny huk. Zamknąłem oczy, przywierając naszą dwójkę do ściany. Mężczyzna opadł na ziemię a ja czym prędzej odwróciłem się w stronę dziewczyny, puszczając pistolet na ziemię. Nie wierzę, że to zrobiłem. Ja po prostu zastrzeliłem człowieka!! (POSŁUCHAJ W TLE. KLIK ) Czuję się spełniony, że w końcu zabiłem tego pieprzonego idiotę! wiem, że nic nam nie grozi, bo działałem w obronie własnej, ale nie obejdzie się bez policji.
Rose płakała tak bardzo, że nie mogłem powstrzymać jej łez. Przytuliłem ją do siebie i nie mieliśmy zamiaru się ruszać. Usłyszałem wycie syren. Ktoś z sąsiadów najwyraźniej zadzwonił na policję, kiedy usłyszał pierwszy strzał. Strzał, kiedy potknąłem się o sznurek i kula wylądowała w ścianie.
- Nie płacz kochanie. - pocałowałem ją w czoło i nie puszczałem z objęć. Drzwi otworzyły się z hukiem a do mieszkania wpadło kilku dobrze uzbrojonych policjantów. Oboje podnieśliśmy ręce, a potem to już chyba wiadomo co mogło się stać. Oczywiście że nam uwierzyli, ale pewnie i tak będą pytać o to jeszcze kilkanaście razy. Powiedzieli, że mamy się odsunąć i po chwili wyszliśmy całkiem z domu. Tam czekali na nas oczywiście paparazzi, ale dla jasności pokazywałem nadgarstki na tyle ile było to możliwe, żeby nie było plotek, że zostałem zatrzymany. To samo kazałem robić Rose. Chwyciłem ją przez ramię i ciągle trzymałem blisko ciała. Otrzymaliśmy dwa koce i mieliśmy udać się na tył samochodu. Ludzi było naprawdę sporo. Aut policyjnych zjechało się jakieś 7. Każdy co chwila coś krzyczał. Zapewniłem nam spokój, i poprowadziłem na tył busa, w którym było sporo miejsca. Nic nie rozmawialiśmy siedzieliśmy wtuleni w siebie pod kocami.
- Czy nic wam nie jest? - podeszła do nas policjantka. Spojrzałem na nią i kiwnąłem głową na ' nie '. - Trzymajcie się młodzi - uśmiechnęła się miło po czym dotknęła mojego ramienia i odeszła. Chciałem, żeby przyjechała tu mama, albo tata, ale z drugiej strony chciałem, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Chyba się nie uda, bo już wie o tym cały świat. Już o to media się postarają. Jestem ciekawy kolejnych plotek. Jestem skończony. Nie dość, że zabiłem człowieka, to odejdą ode mnie Beliebers. Może nie wszyscy, ale znaczna część się ode mnie odwróci, a to boli najbardziej. To, że nie mogę powiedzieć wszystkim jak było naprawdę, bo media i tak zrobią z tego kolejną nowość i nową plotkę. Prawda w moim przypadku wychodzi na jaw dopiero po całych dramach. Kiedy wszyscy dookoła mnie oczernią, kiedy fani odejdą i kiedy stracę zaufanie do wielu ludzi, to właśnie wtedy wszystko tak jakby ' odblokuje się '. Media zaczną mnie przepraszać, a fani znów wrócą. Nie nazwę ich Beliebers, ponieważ Beliebers przeżyją ze mną każdą życiową załamkę i nie odejdą z powodu plotek. Wiem, że mój prawdziwy fandom strasznie cierpi i nie wiem jak ich przeproszę, ale muszą być silni. Bronią się przed atakiem hejterów, a przede wszystkim stawiają na swoim i bronią mojej osoby. To najpiękniejsze uczucie na świecie, kiedy wiem, że mam ludzi, którzy będą ze mną zawsze.
Odchodząc od tematu... co z matką Rose? Gdzie ona teraz jest i czemu się nie odzywa? Maczała w tym palce i to nie jeden czy dwa, tylko wszystkie dziesięć! Teraz muszę dowiedzieć się wszystkiego co się wydarzyło i posklejać w jedną całość.
- Opowiesz mi wszystko? - zacząłem ciszej bawiąc się kosmykiem jej włosów. Podparła się mnie nieco bardziej dalej opierając głowę na mojej klatce. Słabo ją słyszałem, ponieważ każdy coś robił, biegał i krzyczał, ale jakoś nie zwracałem na to większej uwagi.
- No więc... ten facet.. chciał ode mnie 50 tysięcy. Nie mogłam powiedzieć ci o tym, ponieważ wiem jakbyś zareagował. Poszedłbyś na policję, a on tylko jeszcze bardziej by się wściekł. Zabiłby nas albo porwał w momencie, kiedy nie spodziewalibyśmy się tego.
- Dokładnie tak zrobił - wtrąciłem z racją.
- Przestraszyłam się go i próbowałam zebrać taką sumę pieniędzy, żebyś tego nie zauważył. Sprzedałam swoją biżuterię której już nie używałam, a potem w szafce znalazłam bransoletkę. Przepraszam Justin, gdybym wiedziała, że była prezentem.. nawet bym jej nie tknęła. - Spojrzała w moje oczy. Były zaszklone jeszcze po akcji z przed chwili.
- Nie przepraszaj. Nie wiedziałaś przecież że to dla ciebie.
- No więc kiedy dałam mu tylko 40 tysięcy.. to strasznie się wściekł. Nie chciałam żebyś gdziekolwiek wychodził, bo bałam się, że on po prostu cię zaatakuje. Nie symulowałam choroby, ale przestraszyłam się, kiedy tamtego dnia poszedłeś kupić dla mnie witaminy. Byłam tak strasznie głupia robiąc takie coś. Gdyby nie ja, nie stałoby się tutaj nic. To nie ty zabiłeś człowieka, tylko ja. - Zaczęła płakać.
- Nawet tak nie mów! Gdybyś mi powiedziała, to faktycznie poszedłbym z tym na policję. Facet wyszedłby po jednym dniu, a wtedy rozpętałby jeszcze większe piekło. Nie życzę nikomu śmierci, ale to mu się należało. To ja powinienem żałować tego co zrobiłem. Nie obwiniaj się kochanie niczym. Rozumiesz? Wybaczyłbym ci każdą rzecz. - Pocałowałem ją i z powrotem przytuliłem do siebie. Otarła swoje łzy i położyła się na moim brzuchu. Ludzie zaczęli się zbierać przed naszym busem, ale nadal próbowałem to olewać. Po prostu leżeliśmy tam i patrzeliśmy w jeden punkt na ścianie. Jak na tak młodych ludzi, nabawiliśmy się niezłych tarapatów i przeżyliśmy naprawdę wiele. Teraz wiem jak bardzo nam na sobie zależy. Nigdy nie myślałem że ułożę sobie życie z kimś tak wspaniałym.
- Widziałaś jak mężnie trzymałem broń? - zaśmiałem się poprawiając nam humor.
- Justin jako superbohater. Mmm - odpowiedziała. Splotłem nasze palce w jedność i spokojnie czekaliśmy na to, co ma wydarzyć się dalej. Jakiś koleś z kamerą większą od siebie jakimś cudem przedostał się do naszego samochodu i szybko przybiegł zadając nam pytania.
- Idź sobie - Odtrąciłem go nogą uśmiechając się pod nosem. Spytał " Czy wasz związek nadal istnieje? Czy to prawda że ją zdradziłeś Justin?! "
- Kocham was Beliebers! - zmieniłem kompletnie temat żeby tylko to powiedzieć. Być może nie udostępni tego nagrania, bo byłoby to sprzeczne z ich plotkami i oczernianiem mnie, ale poczułem się lepiej. 

______________

BELIEBERS, HELP!  przyznam w prost, że w planach mam już zakończenie bloga, ale wychodzi na to, że za dwa lub trzy rozdziały będzie już koniec. Przywiązałam się do tego bloga i nie chce go kończyć, poza tym ma mało rozdziałów jak na bloga. Jeśli macie jakieś pomysły na ciekawe akcje, to proszę, piszcie mi je na asku ( w zakładce KONTAKTY na boku bloga ). Nie chcę tego kończyć, a wy pewnie nie chcecie kończyć czytania. Proszę, pomóżcie!!! 
nie udostępnię waszego pomysłu ( chyba, że któraś będzie chciała ), tylko podziękuję wam w kilku formach. Zrobię specjalne zdjęcie, pospamuję wam na asku, COKOLWIEK, tylko dajcie mi trochę natchnienia. DZIĘKUJĘ ZA JAKIKOLWIEK POMYSŁ <3333 czekam na was <3

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 55

 Bolało strasznie, ale poczułem się lepiej na duchu, kiedy mu dogryzałem.

______________________


Facet w końcu dostawał za swoje. To nic, że ja bardziej odczuwałem ból, kiedy dostawałem od niego, ale czułem się bardziej dumny z tego co mówiłem, niż on z tego co nam robi. Oczekiwałem tylko, kiedy Mike wyjdzie z domu a wtedy moja w tym rola, by spróbować  uciec. Wątpię że uda mi się to, ale jestem Justin Bieber. Tam, żyje ponad 40 milionów ludzi, którzy są w stanie oddać za mnie życie, a ja siedzę tu, przepraszam, stoję! tylko dlatego, że nie mogę przewrócić jakiejś szafy.
Ciągle w głowie mam scenariusz idealny. Co byłoby, gdyby nie to, że tu trafiłem i Rose jest w niebezpieczeństwie? Byłoby tak idealnie, ale zapomniałem o jednym. Nasza bajka jeszcze nigdy nie skończyła się dobrze. Być może ktoś źle zaczął ją pisać? W każdym razie jeszcze kiedyś nadejdzie morał, i będzie tak zajebisty jak nasze życie. Czuję to.
Nadal ciągnąłem szafę za sobą, żeby tylko jakimś cudem runęła na ziemię. Chyba się przeliczyłem, bo nawet nie drgnęła, ale z jednej strony to chyba dobrze. Była dość ciężka, a gdyby facio usłyszał że coś spadło, od razu przyleciał by jak porażony i zaczął mnie bić. Był czas, że w ogóle nie oddychałem, żeby usłyszeć tylko, czy wychodzi z mieszkania. Często znikał, ale z tego co słyszałem, często rozmawiał przez telefon z Rose. Wspomniałem już, że przez mój telefon? Co za idiota. Widzi wszystkie moje sms'y, wszystkie zdjęcia, połączenia, WSZYSTKO!
Udało się! wychodzi gdzieś!
- Bądź grzeczny Bieber! - krzyknął od niechcenia i słyszałem, jak przeklucza drzwi. Chciałem już brać się do spychania szafy, ale na wszelki wypadek wychyliłem się ile sił w stronę okna, by zobaczyć co robi. Dobrze, że szyby były celowo przyciemniane, bo inaczej wszyscy ludzie z aparatami mieliby mnie jak na dłoni. Już widzę te nagłówki
' Bieber przywiązany do szafy '. Tego jeszcze nie było, co? W każdym razie Mike wsiadł do auta, zapalił wóz i odjechał. Co do samego słowa ' zapalił '.. strasznie chciałbym zapalić papierosa po tak długim czasie. Jak tylko odblokuję dłonie, sięgnę po zapalniczkę i papierosa do kieszeni. Zacisnąłem mięśnie z całych sił i ciągnąłem mebel w swoją stronę lecz na marne, nawet nie drgnęła.
Musiałem się skupić. Muszę pomyśleć o czymś ważnym. A skoro coś ważnego, to oczywiście Rose. Zacząłem myśleć o jej cudownym charakterze. Niedługo to się skończy, a wtedy będę mógł trzymać ją za dłoń, będę mógł mówić jak pięknie wygląda w moich ubraniach, będę mówił do niej 'księżniczko' każdego dnia. Chcę już ją przytulić i pocałować i tak w kółko. Ona sprawia że się uśmiecham. Drugim powodem mojego uśmiechu są Beliebers. Już wyobrażam sobie jak stoję na scenie, śpiewam dla nich, a oni - zwykle one - płaczą i krzyczą moje imię. Na twarzach widzę moje inicjały "JB" oraz koszulki z moją podobizną. To cudowne, dają mi tyle natchnienia, że moje życie od razu staje się piękniejsze.
No więc samymi myślami tak się nakręciłem, że od razu znalazłem sposób by walczyć. Poza tym słowa mojej piosenki " I will never say never, i will fight " Zacząłem bardziej napinać swoje mięśnie wydając przy tym krzyk. Udało się!! szafa pociągnęła mnie za sobą na ziemię i cudem odsunąłem się przez zakleszczeniem moich nóg. Upadłem na ziemię po czym odetchnąłem z ulgą.
- Tak!! jesteś super Justin! Już cię kocham! - jak zwykle odzywałem się sam do siebie dodając przy tym odrobinę uśmiechu. Odhaczyłem ręce z rogu szafy, ale musiałem jeszcze rozplątać kajdanki ze sznurka, no ale od czego ma się swoje zęby, co? jak widać przydały się idealnie, a facet zawiązał je tak lekko, że byłem głupi nie robiąc tego wcześniej. Zatańczyłem kilkusekundowy taniec radości, ale natychmiast przestałem i zabrałem się za bardziej istotne rzeczy. Wyszedłem w końcu z pokoju. Moje ręce i nogi nareszcie poczuły jak to jest się zgiąć. Ciągle macałem swoje poharatane nadgarstki które od kilku dni były ciągle w ucisku.Tak jak mówiłem, sięgnąłem po papierosa ale w domu szukałem czegoś ważniejszego, a dokładnie telefonu. Nie było go nigdzie, więc na bank zabrał go ze sobą.
Słyszałem jak pod dom podjeżdża auto. Zalała mnie fala ciepła. Wiem że ten koleś ma nóż i broń, poza tym jest jakieś dwa razy większy ode mnie już po mnie! Spanikowałem i nie wiedziałem na szybko co zrobić. Stało się, zobaczyłem go w progu a wtedy było już za późno.


*** oczami Rose ***


Zebrałam się w końcu na odwagę i postanowiłam to zrobić bez względu na wszystko. Wyszłam z hotelu i wtedy zaczęła się akcja. Ludzi wokół było tak wielu, że od razu gdy wyszłam z ogromnych drzwi, kilkoro z nich uczepiło się mnie podbiegając z mikrofonami i kamerami. Wiedziałam, że nie będę miała teraz życia. To było wiadome. Widziałam tylu ludzi na raz! wszyscy krzyczęli w moją stronę zadając mi pytania. Próbowałam ciągle się przeciskać, ale to chyba nic nie dało, w dodatku zaczął dzwonić mój telefon. Jest to jedyny środek komunikacji w ostatnim czasie, więc szybko zabrałam się za wygrzebanie go z torebki. Szlag trafił Ashley. Akurat teraz musiała zadzwonić? nie mogę nie odebrać. Będzie zła, poza tym dzwoni zbyt rzadko. Udało mi się wyjść za pomocą ludzi z hotelu. Uprzedzałam że teraz będzie mi ciężko wyjść z budynku, więc obiecali, że gdy tylko zobaczą że coś się dzieje, od razu zainterweniują.
:  Halo?! - ledwo udało mi się wydusić słowa po tym, jak wyszłam z tłumu.
: Rose? To prawda? Jak to możliwe? byliście przecież tacy szczęśliwi!! w naszej szkole mówi się tylko o was! na wszystkich zdjęciach, filmikach, na filmie i dosłownie wszędzie huczało od waszej miłości. Nie mogliście się rozstać!! - Chciałam przerwać jej i powiedzieć że to nie prawda, ale ludzi z aparatami nie przestawało nabywać. Było ich coraz więcej i słyszą o czym mówię, więc jeśli powiedziałabym co naprawdę się dzieje, od razu by kompletnie oszaleli.
: To długa historia. Może kiedyś ci o niej opowiem Ash. Przepraszam. Śpieszę się na serio. - Rozłączyłam się i pobiegłam gdzieś przed siebie. Gdzie a mianowicie na autobus. Musiałam w końcu jakoś dojechać pod komisariat. Zanim doczekałabym taksówki, już musiałabym odpowiadać na 10 tysięcy pytań. Wsiadłam do pierwszego lepszego autobusu i podeszłam do kierowcy. W środku nie było specjalnie tłumu, więc chyba się nie śpieszył.
- Przepraszam, czy dojadę tym autobusem pod komisariat?
- Wie panienka.. jest tu pełno komisariatów - zaśmiał się starzec, ale ja mówiłam na poważnie, poza tym sama byłam w pośpiechu. Martwię się coraz bardziej o Justina. Facet od razu oczywiście rozpoznał moją twarz, ale widząc, że w ogóle nie uśmiechałam się do niego, spoważniał i normalnie odpowiedział na pytanie. - Jasne. 2,50 - podał cenę biletu, po czym podał mi go do ręki i usiadłam na pierwszym lepszym siedzeniu.
Zza pleców słyszałam ciche szepty dziewczyn. Na bank wiedzą kim jestem, tylko nie do końca wiem, czy mnie lubią, czy należą raczej do zazdrosnych hejterek. Najchętniej nie oglądałabym się za siebie, ale miałam dość plotek i rozmów za plecami na mój temat, że nie wytrzymałam.
- Wiecie.. zawsze możemy poplotkować razem. Tym bardziej, że plotkujecie na mój temat. - odwróciłam się w ich stronę i zaczęłam wrednie. Spojrzały na mnie z taką samą nienawiścią a potem zrobiło im się trochę głupio.  - Myślicie że nie bolą mnie wasze słowa? Nie wiem co wam takiego zrobiłam. Być może nie lubicie Justina, dlatego nie lubicie mnie. Może znienawidziłyście mnie, bo się z nim rozstałam, ale wiecie co? To wszystko jest wielką pieprzoną plotką. Mam dosyć kłamstw i życia w tym bagnie. Chciałabym w końcu odpocząć od wszystkiego i zająć się życiem prywatnym. Nie jestem nawet sławna. Nie zajmuję się muzyką, ale jestem prześladowana jak mało kto. Naprawdę byłoby miło, gdybyście powiedziały mi wprost co robię źle. - byłam rozgniewana tak bardzo, że najchętniej wysiadłabym z jadącego autokaru. Teraz zrobiło im się trochę głupio. Jednej dziewczynie zaszkliły się oczy i nie wiedziała co powiedzieć.  Odwróciłam się a one zaraz usiadły blisko mnie.
- Przepraszamy. My nie jesteśmy fankami Justina, ale szanujemy jego pracę. W internecie jest teraz tyle chłamu, że same nie wiemy w co mamy wierzyć. Wiemy, że Justin ciężko za wszystko zapracował, i nie do końca chce nam się wierzyć, że tak po prostu mógł zdradzić cię z inną dziewczyną. Nie dowierzałyśmy, że to właśnie ty. I dlatego po cichu przekłócałyśmy się nawzajem pytając siebie " czy to Rose? " Nie musisz się wściekać. - widać, że mówiły prawdę. Są chyba jedynymi osobami, które powiedziały, że nie będąc fankami Justina, szanują go. Wow, jestem pod wrażeniem.
- Jestem podenerwowana. Musiałam w końcu coś z siebie wydusić. Nie mam normalnego życia, i wszystko mnie drażni. Nie słuchajcie mnie już. - uśmiechnęłam się krzywo i próbowałam ' spławić ' je na swoje miejsca. Kilkoro innych ludzi patrzyło na mnie równie niedobrze jak one przedtem, a kiedy zaczęłam mówić nieco głośniej, to już w ogóle ogłupieli.
- Co teraz z wami będzie? Jesteście razem, czy to koniec? - jak każdy chyba chciały wiedzieć jak jest na serio. Jednego dnia jesteśmy szczęśliwi, a drugiego dnia na świat wychodzi mega plotka.
- Kocham Justina. - podniosłam się, bo kierowca oznajmił że nadchodzi mój przystanek. - Jesteśmy razem - szepnęłam puszczając im oczko, po czym autobus zatrzymał się i wysiadłam. To dawało mi lekkiej otuchy, czyli fakt, że mogłam powiedzieć słowa " jesteśmy razem " oraz " kocham Justina ". Chciałabym, żeby każdy na świecie o tym wiedział, ale jeszcze nie czas na to, poza tym, teraz czeka nas najgorsze. Najgorszy czas naszego związku, czyli przetrwanie.
Stanęłam przed ogromnym budynkiem komisariatu policji w Kanadzie. Zrobiło się zimno, więc nie stałam jak ten pajac tylko czym prędzej weszłam do środka. Każdy poznał mnie od razu, co powoli zaczynało drażnić. Podeszłam do biurka, przy którym akurat siedziała policjantka. Jej twarz wydawała się miła, więc nie obawiałam się aż tak rozmowy z nią.
- W czym mogę pomóc? - jej akcent był dość dziwny, a imię na plakietce było tak trudne, że nawet nie potrafiłabym tego wymówić. Czy ona jest z Chin czy z Brazylii? nie wiem, ale jej oczy podpowiadają mi jedno. CHINY.
- Chciałabym zdobyć licencję na broń. - powiedziałam stanowczo i poważnie. Sama dalej nie wierzyłam, że ja mogę zrobić coś takiego.
- Rozumiem.. - chyba i tak nie rozumiała, bo patrzyła jak bym coś zrobiła. To pewnie dlatego, że jestem 'byłą' dziewczyną Justina i na bank zastanawia się dlaczego chcę kupić broń.
- Niech pani nie myśli źle. Nie zrobię nic głupiego, nie ma się o co martwić - uśmiechnęłam się na tyle ile mogłam, po czym lekko się uspokoiła. Zadała mi bardzo dużo pytań na temat mojej przeszłości i mojego życia. Były to pytania na ogół dość proste, i wszystko udało się w szybkim czasie i bez problemów. Na koniec poprosiłam jeszcze, żeby wszystko było anonimowe, ponieważ nie chciałam, żeby ktokolwiek z poza tego budynku dowiedział się o tym. Na pewno wszyscy już wiedzą, że dotarłam do tego miejsca i pewnie każdy myśli że coś się stało, ale teraz serio mam to gdzieś. Jestem dobrze zmotywowana do tego, by robić swoje i nie patrzeć na to co mówią idioci czyli media i hejterzy. Idę za głosem serca, a głos mojego serca jest silniejszy niż wszystko inne.
Udało mi się otrzymać to zezwolenie na broń! to jedna z rzeczy, która ostatnio mnie ucieszyła. Aż dziwne, ale czuję się nieco dobrze. Na wszelki wypadek wyłączyłam telefon, bo byłam pewna, że gość czai się gdzieś za mną i patrzy, czy dobrze robię to co mi karze. Kiedy włączyłam go ponownie otrzymałam kilka wiadomości, ale nie od niego i oczywiście 10 nieodebranych połączeń. Oddzwoniłam.
: Jak mogłaś suko pójść na policję?! - niezłe przywitanie.
: nie poszłam na policję z twojego powodu. Myślisz, że zrobiłabym to, wiedząc że masz przy sobie Justina? Nie jestem idiotką.
: Przyjdź pod ten sam adres co wtedy. Czekam - i jak zwykle się rozłączył!!! nienawidzę kiedy ktoś rozłącza! Cholera jasna mnie chwyta!
Została mi tylko jedna rzecz. Skoro mam już pozwolenie na broń, to muszę ją oczywiście kupić. Wstąpiłam po drodze do banku i z karty Justina, którą przy okazji miałam w portfelu, wyjęłam sporą sumę pieniędzy. Nie wiem ile takie coś może kosztować, więc na wszelki wypadek wezmę więcej pieniędzy. Ruszyłam przed siebie w poszukiwaniach sklepu z bronią. NIE WIERZĘ W TO CO ROBIĘ!! Nie wiem nawet, gdzie mogę szukać sklepu z takim czymś, ale błądzę po uliczkach z nadzieją, że oświeci mnie coś, co będzie nosiło nazwę " SKLEP Z BRONIAMI " ale nic takiego nie miało miejsca. Spytałam przechodnia, czy daleko stąd znajdę jakiś sklep, a ten odpowiedział, że kilka uliczek stąd. Musiałam udawać się ciągle uliczką w lewo. Nie wiem czy wtedy ni zrobię kwadratu lub kółka, ale warto się przejść. Chodziłam dość szybko, ale nie było tak ciężko. Znalazłam go w końcu i od razu udałam się do środka. Było tam niezmiernie ciepło. Nie wychodziłabym stamtąd nigdy. Podeszłam do kasy kompletnie zdezorientowana. Nie wiedziałam kompletnie nic o broniach! nic! Próbowałam chociaż udawać, że się nimi interesuję, ale mina sprzedawcy, kiedy opowiadałam o mojej historii z bronią była przerażająca. Powiedziałam potem, że tylko żartuję i tak naprawdę nie znam się, ale potrzebuję broni. Mężczyzna śmiał się na każdym kroku, a potem w skrócie opisywał mi każdą broń, oczywiście oczekując ode mnie wcześniej otrzymanej licencji. Był zdziwiony, że właśnie ja chcę kupić pistolet, ale nie tłumaczyłam dalej, a on sam zauważył, że jest to dla mnie ciężki temat. Czułam, że zaraz zacznie mnie pouczać. Tak było.
- Niech panienka naprawdę uważa. Za zabójstwo grozi więzienie - znów zaśmiał się, podpowiadając że końcówkę powiedział dla żartu. Miło jest poznać normalnych ludzi, z którymi serio można pośmiać się i porozmawiać, ale czas gonił mnie tak bardzo, że czułam, że z Justinem jest coraz gorzej. Siedzi w tym domu i nic nie może zrobić. Nie wiem w jakim jest stanie i co robi. Przeraża mnie ta myśl, bo tęsknię za nim co chwila bardziej. Zrezygnowałam z dalszej rozmowy z niesamowicie zabawnym sprzedawcom i zdecydowałam się na kupno.
- Ja wiem, że życie takich osób jak twoje, jest naprawdę bardzo trudne, ale nie zapominaj, że jesteś tylko człowiekiem. Wszyscy popełniamy błędy, ale nie rób nic głupiego, tylko dlatego, by potem móc tego żałować.
- Dziękuję panu bardzo - uśmiechnęłam się o dziwo szczerze. Po ' rozmowie ' z nim, zrobiło mi się cieplej na duchu, że jeszcze są ludzie, którzy nie widzą we mnie tylko dziewczyny Najsławniejszej osoby na świecie, ale widzą również zwykłą osobę z uczuciami. Moje myśli nie koniecznie były za miłe, bo miałam w planach nieźle narozrabiać, ale wiem, że robię to w dobrych intencjach, i nawet jeśli zrobię coś mega głupiego, to wiem, że nie będę tego żałować. Zbliżała się znów 17, więc chyba czas zjawić się na umówionym miejscu. Zadzwoniłam po taksówkę, a ona przyjechała naprawdę dość szybko. Nie musiałam wiele czekać, ale to nawet lepiej, bo zimno na dworze jak nigdy.

____________


Tak jakoś mam wrażenie, że ten blog niepotrzebnie ma tyle tej ' tragedii ' bo myślę, że jest nudna, ale to tylko moje zdanie. Piszcie mi, jakie jest wasze. Od teraz czekam na 8 komentarzy ( każdy od kogoś innego ) i wstawiam kolejny, jak tylko napiszę :*


ZROBIŁAM NOWĄ ANKIETĘ, BY ZOBACZYĆ, CZY DALEJ JEST TU TYLE OSÓB. GŁOSUJCIE!!! :)